Miesięczne archiwum: Sierpień 2014

Multimedialna stagnacja na webie

Około 2007 roku było sporo intrygujących, animowanych stron internetowych. Choć często na bakier z usability, zaskakiwały pomysłami graficznymi, interakcją i animacją. Dzisiejsze kreatywne interfejsy nie dorastają tym sprzed paru lat. Dlaczego? Bo tamte były wykonane głównie we flashu, a ta technologia, w wyniku biznesowej gry Steve’a Jobsa, stała się passe. Z kolei promowane technologie natywne jak html5 i canvas są pod kątem multimedialnym 10 lat za możliwościami, które oferował flash. Jobs zanegował potrzebę flasha na urządzeniach mobilnych, bo darmowe gry online to konkurencja dla tych płatnych w App Store. W efekcie flash ograniczył się do obsługi video i gier na desktopach, a multimedialność stron internetowych cofnęła się o całą dekadę.

Technologie natywne to przeważnie lepsze rozwiązanie niż pluginy i prędzej czy później zastąpią flasha na www przy realizacji aplikacji multimedialnych. Jednak powinno się to odbyć w sposób stopniowy i naturalny. Natomiast wygrana wojna Jobsa z flashem odbyła się z pominięciem potrzeb samych internautów. Także developerzy, którzy musieli przesiąść się z Action Script na prymitywny JavaScript mają zapewne poczucie „powrotu do przeszłości”.

Prawa autorskie bez umowy

Można śmiało powiedzieć, że wykorzystanie większości projektów graficznych odbywa się bez pisemnej regulacji przekazania praw autorskich. Jak to w praktyce wygląda? Klient lub agencja zamawia projekt (bądź jakiekolwiek inne dzieło zawierające elementy wizualne), wykonawca wystawia fakturę i wydaje się, że wszystko jest ok. Tymczasem  Art. 53 Ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych przewiduje, że przeniesienie praw autorskich wymaga formy pisemnej. Tak więc bez pisemnej regulacji prawa autorskie pozostają przy twórcy nawet pomimo zapłaty wynagrodzenia. Autor w takim wypadku teoretycznie nadal jest dysponentem większości uprawnień związanych z utworem. Może żądać odszkodowania za naruszenie praw, bądź zaprzestania bezpodstawnego wykorzystania utworu. Klienta natomiast chroni tzw. licencja dorozumiana. Może wykorzystywać utwór nawet bez pisemnej umowy, ale tylko na własny użytek, tak więc niedopuszczalna jest dalsza sprzedaż utworu (sublicencja), nie mówiąc już o jego modyfikacji.
Podsumowując: klienci, którzy drukują ulotki zawierające zamówiony projekt graficzny mogą spać spokojnie. Natomiast agencja reklamowa lub interaktywna, która zamawia grafikę, a następnie sprzedaje ją klientowi końcowemu bez pisemnej umowy z twórcą, narusza de facto prawa autorskie. Najlepiej więc zawsze zawierać stosowną umowę w formie pisemnej. Nawet ułomna regulacja to mniejsze ryzyko niż jej brak.

Przekleństwo przeglądarek mobilnych :)

W ciągu ostatnich kilkunastu lat nastąpił spory postęp w zgodności przeglądarek internetowych ze standardami technologii webowych. Z dużym stopniem prawdopodobieństwa można przyjąć, że frontend testowany na bieżąco np. w Chrome będzie się zachowywał podobnie w innych topowych przeglądarkach. O dziwo dotyczy to nawet ostatnich wersji Internet Explorera. Niestety radość deweloperów okazała się przedwczesna i przygasła wraz z popularyzacja urządzeń mobilnych. Przeglądarki mobilne zwłaszcza w starszych wersjach Androida i iOS’a są na bakier ze współczesnymi standardami html i css. Znów, tak jak 10 lat temu, sporą część pracy musimy poświęcić nie na rozwijanie interfejsu, a na szukanie obejść dziwnych zachować przeglądarek mobilnych, dla których zwykły position:fixed to wyzwanie. Chociaż z każdą nową wersja jest lepiej, to i tak spędzimy jeszcze trochę czasu na szukaniu obejść dla prostych rozwiązań, bądź stosowaniu protez typu iScroll.